|
|
zimno.blog.pl 1.870 odkamienianie. zła wiadomość, bardzo zła wiadomość od rana, ekspres do kawy nie działa – teraz i przez następną godzinę, albo kto-to-wie. - ciejwone! – pisnęła Erna. – mama! niebiański, rozkoszny poniedziałek. Silny się obudził cztery razy między zaśnięciem a ranem. o siódmej piętnaście ściągnęłam – wymięta – porannik z wieszaka. Silny mi przylgnął do talii i ruszyliśmy motywować nielaty do wstawania. - ciejwone! – pisnęła Erna. e, Erno, przecież te fioletowe też bardzo, zachwycające fioletowe rajstopki, całkiem gładkie, pasują ci do motywu na piżamie, na pewno do czegoś ci pasują, tylko szybciej je wkładaj! [jakaś sprawność trzech piór dla matki, przetrzymać z kamienną twarzą monolog o celowości koszuli/rajstop o siódmej trzydzieści po nieprzespanej ---] … wytrzymać też czteroletnie nogi ubijające powietrze, jak pianę. - mama, - Nowy Człowiek co prawda nie dyskutuje, czy zielone, czy khaki, ale trudno mu zarzucić skłonność do rekordów w szybkim rannym ubieraniu. – a ile jest nieskończoność dodać nieskończoność minus nieskończoność? no, Erno, teraz golf, spodnie i biegiem na śniadanie. - nieskończoność! - Nowy Człowiek zgina się w algebraicznym pas i chichoce. - czesanie! … zalecam plecom Nowego Człowieka. Silny się przekrada między łóżkiem Erny a półką z książkami. będzie siał Armagedon, niszczycielskie przedramię Silnego, które ceni biblioteczki i szafy z ubraniami. fruuu! bach!-trach!-ał! - śliwka! – woła Nowy Człowiek z niesprecyzowanej oddali. – będę śliwką! nie sądzę. nie sądzę, żebym miała w planach śliwkę, mój drogi, będzie cebula ewentualnie por i ani warzywa dalej. punkt szkolnej edukacji zadał w piątek pracę domową na temat bal owoców i warzyw. ory-trzeba im przyznać-ginalnie. bo jestem zawsze kontenta z każdej pracy manualnej i żeby zabić przydługi zimowy wieczór, rozprawić się z bezczynnością, z nudą i tak dalej. … więc por z białych legginsów i białych skarpet jest w granicach moich uzdolnień, ale --- - śliwka nie. - mm. – nadyma się Nowy Człowiek. – no to nikim nie będę. bez łaski. - bendziesz judziem. – Erna nadciąga z receptą. co prawda bez butów, ale jaki dar koncyliacji! - bendziesz judziem, któji je owoce! ... dar poniekąd koszmarny. odkamienianie. ekspres do kawy w serwisowaniu, więc czym się otrzeźwić do dnia pracy, herbatą? szkaradny, w istocie, niedorzeczny poniedziałek. by zimno | 2010-02-08 23:28:06 | skomentuj! (19) 1.869 blog --- sobie --- zarasta --- a popielaty cień pod oczami zmierza mi w dół/dół, z każdym dniem niżej, w zgodzie z kierunkiem działania grawitacji. - mama, - Erna zawisła mi na plecach. schyliłam się, żeby zacisnąć rzepy u czarnych trzewików Silnego z koparką. – mama, a bendą zagatki? - ok. – zgodziłam się z niejakim ociąganiem. nie wiem, jak po szeregu intensywnych godzin w pracy mieć wieczorem quality time z nielatami i po wszystkich dziurawych nocach przez ostatni rok/lata. co prawda noce sperforowane pobudkami nie robią na mnie wrażenia, ale na moim organizmie tak, więc w popołudniowym quality time z gromadą nielatów jest niezaprzeczalna niemożność. kładę się na podłodze na wznak. - aje ja zadaje! – Erna unosi palec. - ok. – mamroczę, przytkana łokciem Silnego na krtani. Silny przechodzi wzdłuż mnie i powtarza: mmmammma! - powiec mi co jes ziejone i ma tjuskafki? – pyta Erna. - … krzaczek … – odpowiadam z wahaniem. – truskawek? Erna bije brawo. - a co jes, – pyta Erna. - ziebi biła szkjanka? zastanawiała się ćwierć sekundy przed wygenerowaniem zdania. - szkło? ... i dalsze brawa. - a na czim samochód jeź … - mama! dlaczego musimy umrzeć? Nowy Człowiek wychynął zza gry w pogoń samochodami. zanim zdążę cokolwiek, kontynuuje z coraz bardziej ponurą twarzą: - dlaczego śmierć jest częścią życia? mam w opracowaniu kilka wersji opowiastek o tym, że perspektywa końca nadaje odpowiedniego wymiaru naszym usiłowaniom, ale że dylematy Nowego Człowieka są emanacją moich chmurnych przemyśleń, kiedy leżę płasko [jak on je odbiera, a?], więc jako, że przemyśliwam właśnie, jak ładny, kruchy i ulotny, chociaż do cna wyczerpujący jest ten czas, który teraz mam, więc – uuuuch – nie brzmię zbyt wiarygodnie w pochwale przemijania. - wiesz co mnie dziwi, - Nowy Człowiek niemal płacze. - że nie możemy być od razu w niebie. obawiam się trajektorii, po których podążają refleksje tego sześciolatka, choć osobiście przecież go sprokurowałam. - nie chcę umrzeć! – wyrzuca Nowy Człowiek z zaciśniętego gardła. Erna się schyla nad Silnym. - i co małi? – pyta. – małi-staji, czego ti tam szukasz? Silny obdarza Ernę uśmiechem ekstremalnej adoracji, aczkolwiek nie odpowiada. - w niebie nigdy nie będę taki szczęśliwy jak tutaj! - Nowy Człowiek zawinął twarz w bandaż z golfu i łka. Silny potyka się i spada mi na klatkę. łaskoczę go, ten tryska fontanną chichotów. - mama, - interweniuje Erna. – a co ti tam jobisz? gilanie. - … bo ja tesz chciałabim to, mama, powiec mi, co jobiłaś Pikowi, djaciego tak sie śmiau? sprawiedliwość, to znaczy, że każde chce identycznie to samo, co pozostali i jest hermetyczne na wiedzę, że to niemożliwe/nierealne/niewykonalne. - usiądź tu. – mówię do Erny. – a ty – do Nowego Człowieka. – tam. - a ja tesz moge bajdziej tam, gdzie Din? – pyta Erna. ał. nie. - to nie fej! – piszczy Erna. Silny skanduje: - mmmammma! - staji, chiba musze cie pszytujić! – z emfazą wyznaje Erna wprost z różową czaszkę małego brata. Nowy Człowiek przestaje płakać. cień pod okiem mi rośnie, pach – i wygasa koncesja na nadawanie na trzech różnych, równoległych, jednoczesnych kanałach. ... zasnąć na tej podłodze i spa-aać. by zimno | 2010-02-05 00:08:41 | skomentuj! (33) 1.868
by zimno | 2010-02-02 00:05:45 | skomentuj! (29) . Drodzy, ucieszyłam się ;))))) to znaczy - dziko się ucieszyłam. gdyby nie kręcił mnie wyścig, nie robiłabym przecież tego fiku z archiwum ;) dziękuję Wam za każde wsparcie, za to sms’owe, w komentarzach i za to w mailach. … i idę się napawać piktogramem koperty zaczopowanej pieczęcią z pikseli ;)
Wasza
zimno by zimno | 2010-02-01 22:58:01 | skomentuj! (50) 1.867 Erna wyciągnęła przed siebie nogę zakończoną baletowym trzewikiem. noga Erny przecięła zawijasem powietrze. długa suknia zaszeleściła, brokat opadł rzęsiście na kafelki. - mama, - jęknęła Erna. – a bajetki mi pasujom? - bardzo ci pasują. – rzekłam. bladoróżowe baletki do tęczowej sukni księżniczki, obowiązkowy, urodzinowy outfit, złota korona we włosach i skrzydła na plecach. - a ja nie chciałam, - pisnęła Erna. – żiebi mi pasowałi! czwórka jest taka ambiwalentna, Erna zawiaduje poligonem ekstremalnych emocji, mała duża dziewczynka, utalentowana rysownica, żarliwa tancerka. Erna-już-czterolatka. hm.
wspaniałych odkryć każdego dnia, samych księżniczkowych chwil, córeczko!
tymczasem nadal wstrzykujemy antybiotyk w niemowlęce gardło i inhalujemy księżniczkę. - kuje! – piszczy Erna, ale to cały protest. jest dzielna. - ça veut dire quoi? – pyta Dawca. - sa pik. – rzuca Erna. biegnie. - ça pique? – upewnia się Dawca. - łyyy. ... byle dalej, byle zwiększyć dystans do baterii aptecznych butelek. by zimno | 2010-01-31 23:30:00 | skomentuj! (44) 1.866 rano, jak co rano odpaliłam komputer w pracy i poszłam zrobić kawę. „Doświadczysz na sobie teraz magicznej reguły – odczytałam, opadłszy na fotel z kubkiem naparu - że każde bogactwo zaczyna się w umyśle, bo to Twój kreatywny umysł jest niewyczerpalnym źródłem obfitości, której potem doświadczasz.” jakże bezpardonowy profetyzm bezobsługowego horoskopu ze strony startowej, ciam, z ochotą go utrwaliłam, skopiowałam, zawsze ulegam – i się nie wstydzę - ezoterycznym wdziękom samoczynnie generującej się frazy. po południu, jak każdego popołudnia zebrałam nielaty z mapy Miasta. wieczorem, jak co wieczór porachowałam występki dnia przy demakijażu [drogagosiu, czy to normalne, że Silny tak niechętnie raczkuje, jeszcze mu się jakaś synapsa nie rozwinie, więc jak to? wcześniej skrupulatnie przeczesałam fora, forum uczy, forum bawi, forum każe zwiększyć opór między dzieckiem a światem, wsunąć niemowlęciu sztywną tkaninę pod brzuch, kiedy pełznie, żeby zniechęcić do ślizgania. ave Silny! fenomenalne! chociaż blado widzę praktyczny wymiar używania szmatki] kiedy cichcem wśliznęłam się do sypialni, Silny równomiernie sapał. zaczął wyć przed czwartą i nie przestał do rana, w końcu wyliśmy razem, skamleliśmy na dwa rozstrojone głosy, a kiedy wystarczająco zwentylowałam, wybrałam numer pediatry. ten co prawda nie mógł przyjechać, ale po ustaleniu, czy Silny wcześniej miał katar [miał, ale kto przy takiej liczbie dzieci w punktach edukacji brałby do serca katar? nie ja], więc po minutowym wywiadzie do słuchawki zdiagnozował zapalenie ucha. tyle dzieci, a do tej pory nie leczyłam zapalenia ucha, czy nie pora wypełnić te lukę w medycznej edukacji. no to – notatki do doktoratu z pediatrii - żadnej gorączki na początek, żadnego chwytania się za bolące uszy, ale potworny płacz. zrobiliśmy rajd w minus dwanaście po placówkach NFZ z finałem w szpitalu. [nie powinnam, zaprawdę nie powinnam się już ekscytować poziomem serwisu w publicznej służbie zdrowia, ale kiedy szpitalna laryngolog sprawdziła Silnemu uszy i gardło – Silny ma ostre zapalenie ucha i migdałków - i kiedy ją poprosiłam o osłuchanie – Silny rzęził - i kiedy odmówiła, rzucając, że to nie jej działka, cóż, wtedy się --- zdumiałam. nie pamiętam, jakich użyłam … - to bez znaczenia, - rzekła laryngolog. – antybiotyk … ten antybiotyk ma wymieść także zapalenie oskrzeli, jeżeli jest. nieskomplikowane, a cwane] augmentin - po trzeciej dawce Silny chluszcze wymiotami. forum radzi – zmień antybiotyk. jutro. załatwimy to jutro, razem z infekcją Erny, Erna ma, jak myślę, zapalenie krtani. ani. z horoskopu na dziś, na wczoraj: Czas zwrócenia się do wnętrza siebie i odnalezienia tam spokoju i odpoczynku. To również czas przeżywania, głębokiego współodczuwania. Szansa na znalezienie pracy. … ordynatora szpitalnego oddziału we własnym house.
by zimno | 2010-01-29 00:46:04 | skomentuj! (40) 1.865
by zimno | 2010-01-26 00:37:02 | skomentuj! (54) 1.864 Dziewczyny! [i Chłopaki, jeżeli są tu jacyś ;))) ] jesteście niesamowite! siedzę i patrzę w efekt akcji konkursowa desperacja i – ach ;))) fajnie ;) dziękuję Wam za każdy z trzystu ośmiu głosów [głosy trzysta dziewięć i trzysta dziesięć poszły z komórek mojej i Dawcy]. bardzo bardzo Wam dziękuję – za votum zaufania, za złoty dwadzieścia dwa, za przysługę wyrządzoną moim mięśniom twarzy, tym przy ustach. BAAARDZO WAM DZIĘKUJĘ, BAAARDZO. :)))))))))))))
***
w niepokaźnym pakiecie dzisiejszej korespondencji w pracy trafił do mnie – imiennie! – anons, że zaraz się odbędą targi jachtów w Dusseldorfie, potwierdzić telefonicznie, brzmi adnotacja, i ruszyć ku słońcu na zachód, teutońską, dajmy na to, Aleją Warszawską, alias A2. a później A3. [lubię ten most w Leverkusen, gdzie po lewej widać monumentalną aspirynę Bay.. ] wracając do jachtów - jednym słowem: zapraszamy panią. jakie to krzepiące, że ktoś rzucił okiem na mój profil zawodowy i zeszła na niego prawda, że ponad wszystko mogę pragnąć luksusowego katamaranu. a tu proszę, w istocie interesują mnie wyłącznie pieluchy, rozmiar czwarty, przecier z cukinii na obiad dla niemowlaka i czy Erna kaszlała w ciągu dnia u babci, a może po syropie przestała. kaszlała. za to Silny nie kaszlał. stoi pewnie, trzyma się jedną ręką blatu i kuca, wyznacza sobie zadania – upuść i podnieś, upuść, popchnij i podnieś, upuść, popchnij, podnieś, podejdź, podciągnij się, podczołgaj. gnaj. bo wtyczki wpięte w kontakty są dobre – do wyciągania. dobry jest zwisający obrus. dobra jest szuflada dvd. otwiera się z trzaskiem, jeżeli mocno uderzyć odpowiedni guzik, albo ich kombinację. to daje dostęp do płyty. płyta także jest dobra. i czekoladowa bombka, mizerna dekoracja przywiędłej choinki. mniam. - mama, - pyta Nowy Człowiek. przybrał minę niemowlaka. – a czy drzewo jest dobre? Nowy Człowiek balansuje ostatnio między dwu-, a nastolatkiem. - w jakim sensie, - skupiam zmęczony wzrok na nowoczłowieczej twarzy. – w sensie owoców czy czego? - w sensie, - rzecze Nowy Człowiek. – fotosyntezy i dwutlenku węgla. zszedł mu niemowlak z twarzy. sekwencją tajemnych uderzeń w klawiaturę uruchamia grę i ożywia uczestniczące w niej postaci. w ogóle, uruchamia domowe urządzenia elektroniczne chyżymi ruchami palców, a sprzęty mu się poddają. - kuuu-baaa! – Silny pieje na widok brata. nadciąga Erna. zbiera w dłonie poły długiej sukni, dzisiaj jest królową w falbankach. - baaa-baaa! – woła Silny. - baba! – cieszy się Erna. – powiedziau baba, jak Ejna! - nieprawda, - Nowy Człowiek mieli słowa z przekąsem. – powiedział baba, jak baba. trach. ciach. ciach. zmykam się schować w łazience, tylko Przekrój i ja. - maaa-maaa! – woła za mną Erna. – MAAA-MAAA! ciii. - papa, - Erna piszczy z francuska. – a gdzie jest mamą? jakieś pochrząkiwania. drzwi do łazienki otwierają się z donośnym zgrzytem. - mama, - pyta Nowy Człowiek. wsunął głowę między drzwi a futrynę. – a co to są zakwasy? przekrój mi opada. by zimno | 2010-01-21 22:43:11 | skomentuj! (85) 1.863 Życzymy Państwu i dzieciom udanego wypoczynku napisała szkoła, po czym zamknęła na dwa tygodnie podwoje. podwoje, niebrzydkie słowo. a wypoczynek, ten casus oczywiście jest nie u nas, całą radość z ferii sprowadzam do łamigłówki, jak spiąć logistykę najbliższych dwóch tygodni. każde odstępstwo od grafiku pruje delikatną konstrukcję homeostazy dobowej, więc otchłań czternastu dni robi mi tu pogrom. właściwie, domowym sposobem przeprowadzam tym samym dowód na stopień zaawansowania własnej anty-, nazwijmy to, młodości. bo jeżeli szkolne wakacje mam za synonim klęski żywiołowej, to przepaść między czasem, kiedy w ferie zjeżdżałam z górek po śniegu na spodniach, a teraz jest co najmniej głęboka. cóż, nie zjeżdżam z górek, co najwyżej obcas zapada mi się w zaspę na chodniku, to tu, to tam. no i że Dawca zaniknął całodobowo w celach zawodowych, to dylemat odśnieżać/nie odśnieżać rozstrzyga mi się sam na korzyść odśnieżać, przynajmniej wczoraj. mam więc bliski, poufały wręcz kontakt z materią zimy, ale w klimacie z gruntu nie wypoczynkowym. co siłą rzeczy prowadzi do wniosku, że skoro za kilka miesięcy szkoła zafunduje mi do zagospodarowania osiem, albo dziewięć tygodni nowoczłowieczych wakacji letnich, to może już najwyższa pora, żeby zacząć planować. pfafh. na szczęście mamy babcię. babcia przejęła najstarszego wnuka. [tutaj włącza mi się rozbrykana fantazja i wizja w trzecim oku – troje nielatów na feriach szkolnych za pięć lat. jak niewiele problemów SIĘ MIEWA mając dziecko w przedszkolu] w ciągu dnia przedszkole, a w domu standaryzacja obsługi, to optymalne, co można dla siebie zrobić. z podręcznika rodzinnego survivalu – sekret rodzicielskiego spokoju tkwi w przyjęciu jednolitego ISO poczynań domowych, poczynając od godziny i technologii pobudki, poprzez liczbę mililitrów podawanych nielatom w celach konsumpcji, aż do grafiku dziecięcego manicure. wtedy można, myślę, wziąć jeden czy drugi oddech w ściśle zaplanowanych przerwach na sen/spacer/cichą zabawę dziecka w kątku. niestety, mi standaryzacje nie wychodzą, nigdy, działamy tu w warunkach chaosu, w stałej nierównowadze, w usilnym, choć nieudolnym dążeniu do kwadransa spokoju po dwudziestej drugiej. - szkoda, - Erna wychyla się spod mojej pachy. – zie nie masz tej maszynki do opcinania, pjawda? ftedi bi szipciej szło. pazurki. dziesięć z sześćdziesięciu, a że to ernowe, więc z malowaniem na błyszcząco. tak, jasne, byłam kiedyś całkiem dobra z teorii reglamentacji dziewczęcych manicure’ów. ale to minęło. Silny balansuje przy wannie. wchodzi Nowy Człowiek. unosi dźwignię kranu, leje wodę na dłonie. - wytrzyj. – mówię. - nie będę wycierał w taki w kolorze różowym. – prycha Nowy Człowiek. zrasza pół łazienki, wyłuskuje z kaloryfera ręcznik w samczej tonacji błękitu, mnie go w dłoniach, wychodzi. - niezły jesteś, - Erna pochyla się nad Silnym, mocnym ramieniem obejmuje niemowlęcy korpus. – lubie cie. niezły jesteś, - Erna chichoce. – cza cza cza cza cza. lubie cie. niezły jesteś. fajnego masz tego dzidziuja. – komplementuje mnie Erna. przyjmuję pochwałę przychylnym gestem głowy. - mój jes na doje na kamapie, - mówi Erna. – uśpiłam jusz. zdolna Erna. - tak, że cicho, - Erna unosi dłoń. – bo moja cójećka jusz śpi! zbieramy się, mówię, do kuchni. i nie ma się co krygować - z wielką przyjemnością obserwuję swoje gesty w tej metrowej dziewuszce. - mama, - napomina mnie Erna. – cicho gotuj! mowa. - i masz cicho miksikować! dziś makaron bez użycia miksera, z brokułem. - hałas w pjajni! – Erna wpada w kontrolowaną rozpacz. – do ucha mi zakszikło! dziecko sie obudzi! ach, to nic, to tylko śród-pranie, Erno, około-wtorkowe. bo nie ma to jak ujednolicić proces technologiczny tygodnia: we wtorek i w niedzielę pranie, w czwartek klopsy, ziemniaki oraz kiszone ogórki. w sobotę zmyć sumiennie podłogę w przedpokoju. ;)
***
Drodzy Oglądacze, stawiając sprawy otwarcie – nie jest mi wszystko jedno, jak się przetasowują blogi na aktualnym etapie konkursu. a osobliwie interesuje mnie ta kategoria. dzięki Waszym sms’om wisiałam przez ostatnie dni na górze listy, dziękuję! niestety, zaczął się tradycyjny etap sms’owych cudów, godzina koniec jest już w czwartek w południe, mój blog spada coraz dalej od czołówki. jeżeli zatem ktoś z Was odczuwa tak potężną uciechę z nurzania się w archiwum, że jest w zamian skłonny podzielić się złotówką z turnusami rehabilitacyjnymi, będę w wielkiej wdzięczności. Wasza przyczajona z. by zimno | 2010-01-20 00:00:03 | skomentuj! (67) 1.862 gruyère bdb ze świątecznej paczki od Strasznej Ciotki. liczba pobudek ostatniej nocy – pięć, trzymając się stylistyki B.Jones. temperatura Silnego – w okolicach trzydzieści siedem osiem osiem. Dawca leży obok Silnego i go trzyma za głowę. - a za ile godzin jest pięć minut? – wyrzuca z siebie Nowy Człowiek i usypia. fruuu! konkurs na najbardziej niedorzeczną frazę, wieniec zwycięstwa idzie do --- - mama, a wieś, co jes najwaźniejsze? – pyta Erna. jednoczesny chór trzech różnych tekstów dobrze brzmi w filharmonii. w łazience/w kuchni/sypialni to ka ka kakofonia. - … jakimi jesteśmi wewnącz. – kończy Erna. - maaa … mooo … miii … maaa … muuu. – mantruje Silny. - a wieś co mi sie śniło? skąd. - … zie ja jisowałam mewy, ftedy Pikuja jeszcie nie biło, małego małego … oszałamiający ślinotok. - … nie biło jeście Pikuja, a jedna biała mewa zakszyknęła c’est moi, ja mef! – ręce Erny unoszą się i opadają góra, góra, dół. - wieś co, Piki, chiba nikt nie ma tak pienknego dzidziujka, jak ti! masz takie śjićne pazujki! Silny się wierci. Nowy Człowiek wzdycha przez sen. Erna marzy, żeby się teraz! przytulić. by zimno | 2010-01-17 01:05:37 | skomentuj! (12) 1.861 - Agusia. – szepce Erna. schyla się nad Oliwią. - a wiesz, jak ona ma na imię? Oliwia łypie tępo. - Oliwia. – mówię. - Agusia. – mówi Erna. Oliwii wszystko jedno. - a Jenie dzisiaj jeciała kjef z nosa. – melduje Erna. tkwimy w korku, coraz bardziej spóźnione, nie zdążę punktualnie odebrać Nowego Człowieka. czy to nie żałosne, że nasze życie warunkuje dodatkowych trzydzieści, albo czterdzieści samochodów w centrum. - i co? – pytam. - i nic. – Erna macha ręką. – i sobie wytajła. a ja tesz kiedyś bende miała tak, jak Jena i mi wyjeci kjef z nosa. warto mieć marzenia. jak srodze mnie ostatnio przygnębił banner konferencji „Mobilność kluczem do sukcesu”, radosny wielobarwny napis na frontowej attyce budynku, czyżby sukces miał stanowić żałosny surogat szczęścia. a mobilność, przepadam za tym słowem i jego desygnatami, czymkolwiek są. dobra, mobilność to także nie przywiązywanie się. jeżeli brak więzi stanowi miarę szczęścia, to nie jestem aż tak ascetyczna. - hajo! – woła Erna. wyciągnęła skądś nieużywany telefon. - co robisz? - pytam. - musze zadzwonić do moich jajek. – spokojnie objaśnia Erna. – no co tam? – woła w słuchawkę. skądś znam tę frazę i szeroki gest ręką. - no co tam jajki mówicie? coś tam pewnie mówią do Erny, Oliwia/Agusia i reszta. by zimno | 2010-01-14 23:49:53 | skomentuj! (19) 1.860 nie wchodząc w szczegół – popełniłam błąd. może można go było porozwadniać sekwencją lotnych oszustw, ale wybrałam inną opcję, w efekcie - zamiast przemawiać do nielatów ciepłym łagodnym głosem, byłam tu ostatnio królową nocy. A-A-A-A-A! wszystkie nerwy pod skórą i na strunach głosowych. teraz już rozmawiamy spokojnie. chcę się im zrekompensować. poza tym – liczę, że z mojej ponurej historii da wyciągnąć jakiś morał, jakieś zawsze mów prawdę i bierz na siebie konsekwencje, jakieś nie kryj się za tanią ściemą, jakaś, tfu, programowa prawdomówność. bo kłamstwo jest najgorsze. Erna poważnie patrzy mi w oczy, rozumie wagę przemowy. - najgorsze – mówi [wypowiedź podaję w transkrypcji z erninego na ludzki]. – najgorsze, - mówi Erna. – jest jak się mały samochodzik zaplącze we włosy. to jest najgorsze, - prawi Erna. – bo wtedy bardzo boli głowa, kiedy się go wyciąga. Nowy Człowiek prycha. z emfazą wydyma usta. - och, Erno, - rzecze. - ależ ty jesteś głupiutka. - [podaję w transkrypcji z nowoczłowieczego na język cywilizowanych dorosłych] – jesteś taka naiwna, Erno, - rzecze Nowy Człowiek. – przecież włosy można obciąć, a one w końcu odrosną. Erna piszczy. bęc. bęc. bęc. z siłą niedawnych wspomnień. jeżeli ktoś się nauczy czegoś z moich błędów, to z pewnością nie którekolwiek z młodych. - zobacz, kogo tu przywiozłam. – cieszy się Erna. pcha lalczyny spacerowy wózek. och, odwiedza mnie moja wnuczka. - a wiesz, jakiego ma imienia? skąd. - Oliwia. – ogłasza Erna. a dlaczego nie Zosia? dlaczego nie Marta? Halina albo Teodora? - bo nie miałam innego imienia na myśli. – mówi Erna. - więc może jednak Anna albo Maria albo … ? - nie, - przerywa mi Erna. zdecydowanie zawraca wózkiem. - bo to są brzydkie i nudne. - pooo. – burczy Silny. zwinnie przemyka między szafą a stołem. smoczek chybocze się mu na łańcuszku. by zimno | 2010-01-13 00:01:50 | skomentuj! (31) 1.859 - świetny - mówi Dawca. – makijaż. doskonały – rzecze. – kamuflaż. jest osiemnasta, może już dziewiętnasta, zjedliśmy obiad. kuchenka podgrzała wczorajsze dania, zmywarka wchłonęła porcelanę stołową. teraz Silny skubie kawałek suchej bułki, Erna zawisła na krześle głową w dół, Nowy Człowiek … - wyśmienity – mówi Dawca. – układ cieni pod lewym okiem. pod prawym też niczego sobie. dół. wór. dość udolnie zmatowiony. mat trzyma od rana do wieczora. rok dwa zero jeden zero ruszył na mnie z impetem. impet to eufemizm. synonim: dwa zero jeden zero mnie męczy. - mama, - mówi Erna. spogląda na mnie przez lupę. przykłada wielką lupę do oka, łypie na mnie gargantuicznym okiem. – wygjondasz, jak ciotka Dojotka w tej jupie. Erna wybucha chichotem. Dawca podaje mi kubek. - świetna – mówię do Dawcy. – herbata. parzy w dłonie. - masz takie kjótkie włoski – chichoce Erna. – w tej jupie! a zobacz, jak ja wygjondam! Silny nie skubie, skupia się na ruchu. unosi rękę, nogę, sunie jak pająk wzdłuż ściany, ostrożnie wycenia długości. - mammma! – melduje. twarz Erny fluktuuje po wklęsłej stronie soczewki. brawo, Silny. pięknie, Silny. Erno, jak interesująco wyglądasz. przybiegł Nowy Człowiek. gwałtownie macha dłońmi. trzeci poziom, skanduje, nowe bronie/właściwości. przeszedł/wyszedł/zresetował. włącz/wyłącz. niebieski komputer. z całą pewnością nie jest taki od strony obudowy. jakie szczęście, że zasypiają na sygnał, pstryk i skład się po kolei wyłącza – Erna, Silny, Nowy Człowiek. tyle, że noc trwa sekundę. pstryk – i jak co rano wślizgujemy się w bluzki, w koszulki, w spódnice i w spodnie, hurtowo. szumi suszarka, cieknie woda, jęczą niezadowoleni adepci szkoły, albo przedszkola, zawsze któreś postękuje. - ślićne jajstopy. – mówi dzisiaj Erna. - dziękuję. - fajne. – Erna skubie mnie w nogę. - a ja mam takie. krągła łydka Erny wycina w powietrzu skomplikowane rysunki. - wczoraj – półgębkiem się wdaję w dyskusję. - miałaś w paski, dzisiaj masz gładkie.- nie w łatki, tyjko taaaakie. – Erna już tańczy na paluszkach. - bo ja takie jubie. ja też. dokładnie pudruję czoło i nos, pieczołowicie nanoszę na odbity w lustrze grymas rysunek dwojga oczu.
***
by zimno | 2010-01-12 00:04:08 | skomentuj! (36) 1.857 jeżeli tu czytacie, to znaczy, że życzenia się spełniają – do siego - że dożyliśmy do dwa zero jeden zero. [Silny soczyście odbija porcją mleka. - powiec psiepjasiam, Piku. – czule poucza Erna. - mmmammm. – rzecze Silny z palcem w ustach. palec przytrzymuje język] nie mam listy życzeń, jak zwykle. nie muszę schudnąć, wyleczyć trądziku, zrobić prawa jazdy, nie muszę rzucić palenia. botoks, silikon i lifting też jeszcze nie w tym roku. ale dwa zero jeden zero wpędza mnie w spleen przez samą definicję, przez niezaprzeczalnie rosnącą smugę cienia. nie lubię działania matematycznego, że od aktualnego roku odejmuje się rok urodzenia. nie lubię dodawać do uzyskanego wyniku piętnastu albo dwudziestu lat, jakiejś umownej granicy dorosłości nieletnich. coraz mniej mnie bawi przemijanie, słabiej z każdym hałaśliwym sylwestrem. Nowy Człowiek dotrwał do północy, oczarowała go feeria fajerwerków, upewniał się kilkukrotnie, że przez te wszystkie lata, kiedy spał, było tutaj tak samo, obiecał sobie już nigdy nie przespać godziny zero zero zero. rano zameldował o wszystkim Ernie, włączając toast colą [grzech łamany przez ciężkie przewinienie ;)) ] - chce, żebi dzisiaj biło tak samo, jak jutjo! – kategorycznie zażądała Erna. no to przytrzymajmy się może tego finezyjnego pragnienia. by zimno | 2010-01-01 23:59:13 | skomentuj! (13) 1.855 - maaa-mooo, spadło mi na podłoge! Erna bieży z mikrym okruchem piernika w kobiałce prawej dłoni. - daj, podmucham. – mówię. nadzoruję siłową zaprawę Silnego między krzesłem a stołem. nie mam histerycznego stosunku do tematu, że jedzenie plasnęło o powierzchnię niższą niż talerz na stole, nie w każdych okolicznościach plaśnięcie dyskwalifikuje. - a jobaki nie jubią dmuchania? – podejrzliwie pyta Erna. nie mam dogmatu spadło-przepadło, za to przedszkole go ma. - gdzie tu widzisz robaki? – pytam. - mmm … maaammm … mmm … - mantruje Silny. włożył palec w usta, samorzutny Demostenes, i ćwiczy elementarne zgłoski. Nowy Człowiek się snuje. nielaty dochodzą do ryzykownego poziomu saturacji nieróbstwem. Erna składa tycie pakiety z kwadratowych karteczek, w każdym pakiecie jest gwiazda, każdy pakiecik to prezent, sczepiony taśmą klejącą. Nowy Człowiek klei długie nory z tektury dla pluszowych szczuraków – Józefa i Pysi. Józef jest brązowy, za to Pysia … do licha! Pysia dała nogę! Nowy Człowiek rusza w pościg za siostrą. Erna biegnie i chichoce. za chwilę zaiskrzy, więc zjeżdżam w lekturę. mam tu na dzisiaj psychodelicznego Munro, idealny, doprawdy, podkład pod przedłużających się gości. a dwa tysiące dziewiąty? to był dobry rok. nie mógł być inny, rok desantu Silnego. rok Nowego Człowieka w szkole. Erna intonuje kolędę. śpiewa pewnym, mocnym głosem: … już pasterze, prości ludzie idą z dala oddać pokłon Tobie Panu nad Panami myślą sobie: jakaż łaska … - mama, - Erna nagle przerywa. unosi palec wskazujący. – a co to jest panamia? - mmm … maaammm … - mantruje Silny spod stołu. Nowy Człowiek, na powrót malusi, wciska głowę w mój łokieć. by zimno | 2009-12-31 00:29:06 | skomentuj! (16) |
księga poczt@ solidarność matek wieloetatowych ---
stare teksty 2010 luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec . konkurs ABCD crazy-house dada agA airghe cichosza do-dziecka EFGH głodne duchy gorcula fiolka gogenzola grzybek IJKL jak-ciotka june kotkolot lisa lumpiata joanna28 laska1 MNOP pierwsza mama-mia mam-a--oskara pierwszaklasa monstermama noidobrze po prostu pranie matkamojegodziecka matyldaa pjotruska RSTUV tirana sistermoon skafander-i-hiena raketenflugplatz vilq WXYZ wierny wawrzyniec zojka zupka |